Sylwestrowo – noworoczne Beskidy. Część 4 – 2014 nadchodzi

31.12.13 Czyli ostatni dzień roku.

Po wczorajszej pięknej pogodzie nie ma nawet śladu. Za oknem paskudna szarzyzna, do tego z nieba siąpi jakieś nie wiadomo co. Jednak nie można marudzić, zawsze przecież przyroda mogła nas uraczyć czymś jeszcze gorszym (nie wiem czy, ale jej kreatywność znana jest w świecie). Niespiesznie, bo niespiesznie zbieramy się z kwatery i ruszamy znów w stronę Czech. Tym razem chcemy dotrzeć odrobinę dalej od polskiej granicy i pospacerować po tamtejszych pagórkach oraz poznajdować trochę skrytek.

Pierwszy przystanek geocachingowy mamy parę kilometrów od przejścia granicznego w Jasnowicach. W miejscowości Pisek znajduje się swoista osobliwość – miniatura zamku Gorolštejn. Stoi sobie w czyimś ogródku i choć samo otoczenie jest mało ciekawe, to zameczek prezentuje się całkiem intrygująco. Samo wykonanie zasługuje na uznanie, a w nocy zameczek dodatkowo jest podświetlony. Niestety znajdującego się tam kesza nie odnaleźliśmy, ale patrząc po wpisach, które pojawiły się od dnia, w którym się tam zjawiliśmy, po prostu wziął i zaginął. No cóż, tak też się zdarza.

Zameczek

zameczek

http://www.geocaching.com/geocache/GC3FPY4_vyhled-na-gorolstejn – tu znajdziecie pierwowzór dla mini kopii.

Jedziemy dalej. Przemykamy przez Jablunkov i kierujemy się do Mosty na Jablunkova. Pierwszy kesz jaki mamy mieć po drodze, znajduje się obok kapliczki. Kolejne starcie z czeskim geocachingiem i kolejna porażka. Przeczesaliśmy wszystkie możliwe miejsca, w jakich można by było cokolwiek ukryć. Jednak bezskutecznie.

Docieramy do samych Mostów, gdzie kesz miał być zlokalizowany obok kościoła. Kolejne poszukiwania i kolejna porażka. Nasz poziom frustracji zaczyna się wzmagać, a myśl o tym, że jaki Sylwester, taki cały rok, nie dodaje nam jakiejkolwiek otuchy.

Opuszczamy ten feralny dla nas rejon i postanawiamy poszukać szczęścia w okolicy Kosarisk. Pierwsza skrytka ma znajdować się koło niewielkiego jeziorka w lesie. Porzucamy Kiankę przy asfaltowej drodze i idziemy za wskazaniami gpsa. Owszem jeziorko jest, las jest ale kesza nie ma. Spędzamy dobre 20 minut przeczesując krzaki i inne prawdopodobne kryjówki. Nie ma. Wściekli, powoli planujemy odwrót. Marka jednak nagle olśniło i okazało się, że skrytka jest, ale naprawdę niewielka i rzeczywiście dobrze schowana. Uff…zła passa została w końcu przełamana.

Tajemne zakątki http://www.geocaching.com/geocache/GC1J7K7_tajemne-zakouti

Podjeżdżamy do centrum Kosarisk, gdzie zostawiamy Kiankę i idziemy na niewielkie wzgórze – Kopec Grunicek, by odnaleźć kolejną skrytkę. Deszcz siąpi nieprzerwanie – raz mocniej, raz słabiej. Ogólnie nie można powiedzieć, że warunki są sprzyjające, ale przecież zawsze może być gorzej. Z Kopca rozciąga się przyjemny widok, który byłby jeszcze przyjemniejszy, gdyby świeciło słońce, na niebie były małe, bielutkie obłoczki i można było posiedzieć sobie na tutejszej łące. Zamiast tego walczymy z gpsem, który głupieje przy tych warunkach pogodowych i wskazuje coraz to dziwniejsze kierunki. Marek ostatecznie odnajduje kesza, ale tylko dlatego, że obok miejsca jego ukrycia leżał długopis. Cóż, spostrzegawczość w geocachingu to podstawa.

Wpisywanie trwa

ruda na Kopec Grunicek

http://www.geocaching.com/geocache/GCVEDF_kopec-grunicek-v-beskydech

Widok z Kopca

widok z Kopec Grunicek

Schodzimy do Kianki i porywamy ją w dalszą trasę. Praktycznie przy drodze, mamy kolejnego kesza do zdobycia. Znajduje się obok źródełka wody pitnej. Tym razem udaje się go nam odnaleźć bez większych kłopotów. Powoli nasza wcześniejsza, zła passa zaczyna się odwracać.

http://www.geocaching.com/geocache/GC40H8T_pramen

Docieramy do końca dostępnej dla samochodów trasy. Zatem plecak na plecy i w góry. Bukowym, dość mrocznym lasem pniemy się błotnistą ścieżką w stronę szczytu o nazwie Ostry. Docieramy do urokliwej polany, na której przecinają się dwa większe szlaki. Kręci się tu naprawdę sporo ludzi, mimo że warunki są takie, a nie inne. Czesi, jak i Słowacy, to bardzo ruchliwe narody, które bardziej niż my, Polacy, spędzają czas outdoorowo. Inna sprawa, że mijaliśmy praktycznie same ekipy, które składały się z ok. czwórki dorosłych, kilku dzieciaków dreptających samodzielnie, jednego dziecka w wózku spacerowym oraz przynajmniej jednego psa.

Nieco powyżej miejsca, w którym nasz szlak przecinał się z tym, który biegnie grzbietem, miał znajdować się kesz Relaks pod Ostrym. Skrytkę znajdujemy, jednak aby wpisać się do logbooka, Marek musiał potrenować swoją umiejętność wspinania się na drzewa. Żałujemy, że nie mamy więcej czasu i że pogoda nie jest lepsza, gdyż teren tam jest świetny na trekking. Widokowo, fajnie poprowadzone szlaki, sporo keszy do zgarnięcia. Niestety powoli się już ściemnia, więc żegnamy się z Ostrym i schodzimy do Kianki.

Coś dymi

Pod Ostrym

Relaksuję się

relaks pod ostrym

Mrok nadciąga

Pod Ostrym

http://www.geocaching.com/geocache/GC2EJP2_relax-pod-ostrym

Po drodze do Jablunkova usiłujemy znaleźć jeszcze jedną skrytkę, jednak z powodu egipskich ciemności, odpuszczamy sobie. W samym Jablunkovie robimy jeszcze szybkie zakupy, na chwilę przed zamknięciem sklepu i jedziemy do Koniakowa.

Sylwester dla wielu osób, to czas imprezowania, zabawy i wyśmienitego, szampańskiego humoru. Ja generalnie tego „święta” po prostu nie lubię. Nie lubię również tego, że jest jakiś nieszczęsny przymus dobrej zabawy podczas Sylwestra. Dlatego tak bardzo lubię zaszywać się gdzieś, w jak najbardziej odludnym miejscu, gdzie mam ładny widok na fajerwerki i nikt mi nie truje, że muszę się napić albo dobrze bawić. Nie i koniec.

Sylwestrowy wieczór mija nam na oglądaniu zdjęć oraz kontynuowaniu oglądania serialu Homeland. Mnie dokucza paskudna migrena i jedyne, na co mam ochotę, to pójść spać. Marek mi jednak na to nie pozwala i jakoś koło 22:30 wyruszamy na Ochodzitą zaopatrzeni w aparat, statyw i szampana. W Koniakowie odbywa się kilka większych „balów” sylwestrowych, m.in. w remizie, ale generalnie panuje względny spokój.

Wdrapujemy się na Ochodzitą przy dźwiękach wybuchających przedwcześnie fajerwerków.

Jest cholernie zimno i panuje nieprzyjemna wilgoć w powietrzu, ale szczerze mówiąc wszelkie niedogodności były warte tego, żeby móc oglądać świetlny spektakl, jaki rozegrał się o północy. Niestety zdjęcia tego tak nie oddają. Po prostu warto było zobaczyć to na własne oczy.

Bajkowo

Sylwester Ochodzita

Sylwester ochodzita

Zmarznięci i zmęczeni wracamy po 1 na kwaterę. Marek ma ochotę jeszcze się napić i „poimprezować”, jednak efekt jest taki, że oby dwoje zasypiamy zanim nawet zdążymy sięgnąć po szklanki.

Reklamy