Długi górski weekend. Część 1 – trasa na rozchodzenie

Dobrze znów być w Tatrach. Lubię te powroty i uczucie, które im towarzyszy. Cóż…góry te są ze mną odkąd pamiętam, a nawet jeszcze dłużej, gdyż moja mama będąc ze mną w ciąży dziarsko maszerowała po Tatrach. Sentyment pozostał i pewnie pozostanie, stąd cieszy mnie każda możliwość spędzenia w tych górach choćby chwili.

W Tatry udaliśmy się z samego rana 19 czerwca. Naszym punktem docelowym był jak zwykle Jurgów, ale z różnych przyczyn zmieniliśmy kwaterę, w której od dwóch lat nocowaliśmy. Tym razem zdecydowaliśmy się na nocleg U Kasi, w przenośni i dosłownie, gdyż Kasię, która go prowadzi poznałam dawno temu w Tatrach, dzięki wspólnemu znajomemu ratownikowi. Niestety teraz nie miałyśm okazji się spotkać, gdyż Kasia pojechała na nadmorski urlop.

Po wypakowaniu gratów z samochodu i przebraniu się w górskie ciuchy wskakujemy do Kianki i jedziemy do Tatranskiej Javoriny. Tam porzucamy auto i ruszamy wzdłuż Doliny Javorovej. Pogoda jest trudna do określenia – ani dobra, ani zła. Ale nie zastanawiamy się nad tym zbytnio, tylko maszerujemy przed siebie. Przy rozejściu szlaków na wysokości polany Pod Muranom obieramy niebieski szlak przez Zadne Medodoly. Wychodzi słonce, a okolica rozświetla się w czerwcowym słońcu. Od razu robi się cieplej, a okoliczne szczyty wyglądają mniej groźnie. W pewnym momencie, przechodząc przez mostek zauważamy dość specyficzny napis: „Uwaga! Zaraz zobaczysz niedźwiedzie wykonane z drewna.” Rzeczywiście, obok wiaty nad potokiem stoją dwa misie i najwyraźniej ktoś kiedyś wziął je za prawdziwe niedźwiadki (choć jak sami zobaczycie na fotografii, nie wyglądają zbyt naturalnie).

Uroczy szlaban w przejściem dla człowieka

Polana pod Muranom

uwaga miś

Dwa przystojne, drewniane misie

niedźwiedzie

Kiedy ścieżka opuszcza dolinę potoku, zaczyna piąć się przez ukwieconą łąkę, by następnie przetrawersować zbocze Tatr Bielskich. Widoki na Wysokie Tatry pięknie się otwierają, a my po raz pierwszy tego dnia spotykamy kozice, które jednak są dość daleko od nas.

Zadne Medodoly

Po dotarciu na Kopskie Sedlo chwilę odpoczywamy, ale ponieważ strasznie wieje, ruszamy w dalszą drogę. Najpierw schodzimy do Biele Pleso, by później czerwonym szlakiem dotrzeć do Chaty pri Zelenom. Nam natrafiamy na pierwsze tego dnia tłumy, głównie Polaków, ale jest też kilka grup Słowaków. Większość turystów kręci się wokół schroniska, wygrzewa w promieniach słońca i raczy się zimnym piwem. My również kupujemy sobie kufel złocistego trunku, niestety tylko jeden, gdyż nie mieliśmy przy sobie więcej euro.

Ruda radość na Kopskim Sedlu

kopskie sedlo

Złocisty, smakowity Kozel

Kozel

Zielone pleso

Zielone pleso

Przyjemnie się siedzi, jednak nas czeka jeszcze droga powrotna. Niestety musimy wracać tą samą drogą, gdyż nie mamy innej, dobrej opcji na zrobienie pętli. Idziemy znów na Kopskie Sedlo, skąd udajemy się jeszcze w stronę Serokiego Sedla. Gdy idziemy pod górę natrafiamy na spore stadko pasących się kozic. Część z nich znajduje się w sporej odległości od szlaku, a kilka stoi tuż przy samej ścieżce. Gdy wychodzimy na grań okazuje się, że dwie kozice są bardzo blisko nas. Jedna pięknie pozuje patrząc się wprost w obiektyw, druga zaś robi małe przedstawienie przebiegając tuż przede mną (na szczęście aparat był w pełnej gotowości). Tatrzańskie modelki były wyjątkowo wdzięcznym obiektem obserwacji, jednak wieczór powoli nadciągał a my nadal byliśmy z dala od cywilizacji.

Piękny Kamzik

Kozica

Kozica, góry, sielanka

kozica

Troszkę zmęczeni ale w pełni zadowoleni 😉

Tatry

Czekała nas długa droga w dół. Widoki są piękne, dzięki słońcu, która nasyca rośliny i skały ciepłą barwą. Powoli zaczynam odczuwać skutki długiego trekkingu, a raczej mojej głupoty w doborze skarpet. Niestety mam obtarta lewą piętę oraz obolałe i spuchnięte piszczela (nie pytajcie się jak to możliwe, sama nie wiem do tej pory). W końcu, po 26km i 8h docieramy do Kianki. Oby dwoje z lekka padamy na twarz, a ja zastanawiam się, skąd wpadłam na pomysł, aby wybrać tę trasę jako coś, dzięki czemu się rozchodzimy. Wiedziałam, że kilometrów wyjdzie dużo, ale szczerze mówiąc chyba nie aż tak.

W trakcie drogi powrotnej

zadne medodoly

Prawie o zachodzie słońca

pod Muraniem

Wracamy do Polski i w Bukowinie idziemy na bardzo późny obiad. W Jurgowie jesteśmy wieczorem i padamy ze zmęczenia do łóżek szybciej, niż zdążyliśmy nawet o tym pomyśleć. Jednak co dobry trekking, to dobry trekking, nawet jeśli był aż tak męczący 😉

A to przebieg naszej pięknej, „krótkiej” trasy :

aa1

Reklamy

5 uwag do wpisu “Długi górski weekend. Część 1 – trasa na rozchodzenie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s