Długi górski weekend. Część 5 – Tarasówka

23 czerwiec 2014

Czas pożegnać się z górami, bo choć jest to truizm – wszystko co dobre, szybko się kończy. Opuszczamy Jurgów i kierujemy się na spotkanie z moim osobistym demonem przeszłości, jaką była Tarasówka. Była, bo już od jakiegoś czasu nie jest, ale naprawdę bardzo długo z bliżej nieokreślonego powodu pałałam do tego miejsca nieskrywaną niechęć. Kiedy byłam sporo młodsza, wraz z rodzicami oraz resztą rodziny (ciotką, wujkiem, kuzynką) jeździliśmy na wakacje do Murzasichla. W zależności od pogody, wędrowaliśmy po bliższych i dalszych okolicach. Było jednak takie miejsce, do którego z kuzynką nigdy nie chciałyśmy iść. Chodzi oczywiście o Tarasówkę. Nie mam pojęcia, o co nam chodziło i skąd ta niesamowita niechęć. Cóż, teraz nie jest to już w sumie takie istotne, bo do okolic Małego Cichego przekonałam się jakiś czas temu i doceniam wspaniałe widoki, jakie się stamtąd rozciągają.

O tym, że panorama Tatr z Małego Cichego jest imponująca i wcale nie taka mała zapewne większość z Was wie. Ale jeśli wybierzecie się tam latem, to otaczający Was krajobraz będzie kopkami siana malowany. Dla mnie stanowią one idealne dopełnienie górskich widoków, kojarzący się z czarno białymi fotografiami, które swego czasu wykonywał mój Tata. Są ważnym elementem moich wspomnień z dzieciństwa, bo są urokliwe, fotogeniczne i takie swojskie. Widoki, które mogliśmy podziwiać tego dnia, były po prostu obłędne. Szkoda było się żegnać z górami, ale przecież one się nigdzie nie wybierają. Będą na nas czekać, a my za nimi tęsknić i odliczać dni do kolejnych odwiedzin.

Tatry

Małe Ciche

kopki siana

ruda

Reklamy